Zauważyłam, że niektórzy łatwiej znoszą rzeczy, które im się w życiu przytrafiają, a inni mają z tym wielki problem. Zdarza się, że kiedy coś dzieje się nie po naszej myśli, to paraliżuje nas to i nie pozwala w codziennym funkcjonowani. Są ludzie, którym ciężej jest zaakceptować rzeczywistość i to co im się w życiu przydarza przez co niepotrzebnie komplikują sobie życie.

Skąd to się bierze?

Do końca nie wiem. Napewno niektórzy w pewnym stopniu odziedziczyli to genetycznie. Jest też duże prawdopodobieństwo, że nauczyli się tego przez obserwacię życia. Od Rodziców, rówieśników. Może kiedyś mieli jakiś pożytek zachowując się tak, przez co nieświadomie wyrobili sobie nawyk. Nie wiem czy ktoś to zbadał, ale to nieistotne. Bo jeśli mamy problem z akceptacją rzeczywistości taką jaka nam się przydarza, to jedyną drogą aby, to zmienić jest pokonywanie swoich ograniczeń teraz, a nie grzebanie w przeszłości.

Podajmy prykład: 

Komornik zajmuje mi konto bankowe za długi mamy, które otrzymałam w spadku i które nie są moje- jestem wściekła- oderwana od rzeczywistości nie mogę zaakceptować tego. Krzyczę, płaczę i tupie nogami. Wyrzucam swoje żale i niepocieszenie, ale czy to coś zmienia?? Oczywiście mam prawo być zła mogę odczuwać smutek, ale nie zmienię w ten sposób sytuacji w jakiej się znalazłam. Nie akceptując tego mogę pogrążyć się w nienawiści i żalu do matki. Mogę zrobić z tego swoją tragedie życiową i do końca życia użalać się nad sobą – ale to nic dobrego do życia nie wnosi.

Wyobraź sobie, że bliska Ci osoba się od ciebie odwraca. Nie chce już z tobą rozmawiać. Ma nowych znajomych. I mimo, że kiedyś świetnie się dogadywaliście nagle z dnia na dzień nie wiadomo z jakiego powodu woli spędzać czas z innymi, a ciebie ignoruje. Kiedy się do ciebie odzywa, to ze złością w głosie. Czujesz, że jesteś przez niego odtrącany. Może Ci być smutno, to normalne. Są jednak ludzie, którzy nie będą tego potrafić zaakceptować – będą próbować zmieniać przyjaciela.

Przykładów można podawać w nieskończoność. Tak naprawdę, każde wydarzenie jakie nam się przytrafia albo możemy zaakceptować – przez co będzie nam się spokojniej żyło, albo nie akceptować tego i żyć w nienawiści, złości i poczuciu niesprawiedliwości na cały świat. 

Zaakceptuj teraźniejszość

Zawsze wierzyłam, że wszystko co nam się w życiu przydarza było wcześniej nam przeznaczone. Nawet największe życiowe sytuacje, które my odbieramy jako katastrofy są nam na coś potrzebne. Mimo, że w tym właśnie momencie nie wiemy do końca po co one przyszły.

Ostatnio oglądałam ciekawy film w którym padły słowa:

– cierpiałem- a on patrzył
– bałem się, że nie przeżyje” – a on patrzył
– byłem wycieńczony i nie miałem siły dalej walczyć” – więc dał mi odpocząć, stawiając na mej drodze wyspę. 

Film był o człowieku, który utknął na morzu. Dialog i ON w nim zawarty dotyczył Boga.

Cytat świetnie odwzorowuje, to co chce dziś powiedzieć. Wszystko co Ci się przydarza nie jest przypadkiem. Bóg cały czas na nas patrzy i nie pozwoli aby stała nam się krzywda. Rzeczy, które odbieramy za katastrofy mają nas czegoś nauczyć: pokory, wytrwałości, zaangażowania. Nie jest to kara od Boga. To nasza lekcja. 

 

7 powodów dla których warto praktykować TU i TERAZ